"Władza imponuje tylko małym ludziom, którzy jej pragną by nadrobić swą małość. Człowiek naprawdę wielki, nawet gdy włada, jest sługą " kard. Stefan Wyszyński

poniedziałek, 24 września 2012

"Panie, a kto za to wszystko zapłaci?"

    Całe zamieszanie i akcja referendalna zbliża się ku końcowi, podpisy, które niby miały być zebrane w liczbie znacznie przekraczającej potrzebną ilość zostały przesłane do Katowic. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
    Wiem jedno, prezydentowi jak na razie przestał palić się "grunt pod nogami", korytko tymczasowo jest bezpieczne więc nie spodziewajcie się kolejnych spontanicznych remontów czy inicjatyw. Teraz czas na zasłużony urlop - wszak tyle kilometrów wyremontowanych dróg i zorganizowanych festynów a jeszcze dodatkowo dopilnowanie wszystkiego może doprowadzić do skrajnego wyczerpania organizmu, jeżeli człowiek nie jest do czegoś takiego przyzwyczajony... :)

    Wracając do meritum. Podczas trwania akcji zbierania podpisów, przyglądając się wszystkiemu, podsłuchując rozmowy o całej inicjatywie gdzieś na mieście, czytając różne argumentacje przeciwników referendum w sieci czy podczas luźnych rozmów ze znajomymi, którzy nie są specjalnie zainteresowani lokalną polityką - najczęściej padającym argumentem przeciw jest - "KTO ZA TO ZAPŁACI? SZKODA PININDZY!"

    Gdy tylko słyszę taki argument, od razu włącza się we mnie "czujka przeciwidiotna", która zmusza mnie do odpowiedzi bądź w ostateczności zdecydowanego, dającego do zrozumienia szyderczego wyśmiania. I bynajmniej nie wyśmiewam ludzi, których dziedzina jaką jest polityka nie interesuje - bo nie każdy musi się tym przecież interesować, ale sam fakt takiego argumentu jest dla mnie co najmniej śmieszny. "Nie interesujesz się - nie pieprz głupot".

   Każdy - nawet najmniej zainteresowany politycznie człowiek - dostrzeże, że w naszym kraju co tydzień wybucha afera finansowa. Co dziennie dowiadujemy się z różnych mediów - nie tylko "głównego nurtu" - że ktoś tam z polityki zamieszany jest w jakieś mniejsze bądź większe afery.
"Korytko" jak lubię to nazywać jest okradane regularnie od 22 lat. Wyprowadzane są setki milionów złotych z budżetu, premier, posłowie, prezydenci, radni, wszyscy - są jednogłośni wtedy, gdy głosuje się nad podwyżkami dla nich samych lub wtedy, gdy chce się im obniżyć zarobki (wtedy są oczywiście jednogłośnie przeciw). Nie ważne wtedy, czy ktoś jest z PiSu czy z PO, wtedy każdy jest po tej samej stronie.

Koszt przeprowadzenia ewentualnego referendum, jak wynika z informacji to - na przykładzie Bytomia - 202.000zł. Przyjmując, że w Siemianowicach okaże się, iż kwota jest taka sama, dzieląc ją przez liczbę mieszkańców (70 100) daje nam to ok. 2,88zł na mieszkańca bez względu na wiek czy płeć.
202.000zł to przecież dla przeciętnego człowieka ogromna kwota, która jest już wystarczająca jako argument za tym, aby referendum nie przeprowadzać "bo szkoda pinindzy"...
Szkoda pieniędzy na zmiany? normalność? Dziwne rozumowanie...

    Dziesiątki milionów, które w różny sposób są marnotrawione i wyprowadzane pod różnymi pretekstami już nie są dla takiego człowieka wystarczającym argumentem, bo wtedy gdy skontruje się argumentację o tym, iż większa kasa jest kradziona przez polityków - pada argument "Panie, ale wszyscy kradli i kraść będą" o.O

  
 A propos naszego miasta i referendum:
     Wystarczy spojrzeć na listę najlepiej zarabiających urzędników w naszym mieście. Pierwsze 5 osób (kolejność przypadkowa):
Jacek Guzy, ponad 159.000zł rocznie, Dariusz Bochenek ponad 180.000zł, skarbnik Henryk Falkus  - ponad 180.000zł, sekretarz Piotr Madeja ponad 215.000zł aż wreszcie mistrz nad mistrzami prezes Aqua-Sprint Piotr Komraus - ponad 310.000zł !
Z zarobków samych tych 5 osób wychodzi kwota ponad 1.000.000zł a jest jeszcze kilkudziesięciu innych urzędników i naczelników, których należałoby wpisać w to zestawienie. Na samych tych pięciu Panów, każdy Siemianowiczanin musi łożyć rocznie ponad 14 złotych, co daje miesięcznie ok. 1,18zł.
Ale przecież referendum kosztuje tego samego obywatela 2.88zł i jest to jednorazowa opłata, która może mu pomóc sprawić, iż przy zmienionej władzy nie będzie musiał rocznie wydawać na takie olbrzymie wynagrodzenia urzędników-kolegów prezydenta, bo może akurat przyjdzie ktoś, kto to wszystko ukróci? Chyba lepiej zaryzykować 2,80zł niż stale płacić te 14zł rocznie - a przecież nie można zapomnieć o tym, że co roku dają sobie premie, podwyżki i inne nagrody finansowe z tej samej kieszeni tego samego mieszkańca.

    Spójrzmy teraz na inwestycję jaką jest Park Tradycji. Nie bez przyczyny podaję to jako przykład, ponieważ jest to akurat wydatek w pełni z kieszeni mieszkańców, ponieważ nie dość, że bez dofinansowania to jeszcze na kredyt.
Przyjmijmy optymistycznie, że Park Tradycji kosztował 15.000.000zł. Każdy mieszkaniec wydał na to ze swojej własnej kieszeni 213zł.

    213zł to przecież dużo mniejsza kwota niż 2.88zł na referendum, więc nie ma się co dziwić, iż dla takiego przeciwnika, który nagle martwi się o finanse publiczne jest to wystarczający argument aby nie przeprowadzać referendów.
Dodajmy do tego jeszcze ok. 20zł miesięcznie na odsetki, które ten sam mieszkaniec, z tej samej kieszeni będzie musiał wyciągnąć.
No ale to nadal jest mimo wszystko mniej niż 2.88zł, więc referendum przeprowadzać się nie opłaca.


Reasumując zatem. Szanowny znawco i finansowy patrioto, martwiący się o kondycję budżetu miasta - zlituj się. Codziennie Sejm, Samorządy i instytucje typu ZUS, NFZ łoją Cię na grube miliardy, a Ty żałujesz swoich 2.88zł na to, aby MOŻE W KOŃCU COŚ ZMIENIĆ?
Nie dziw się zatem, że w tym kraju jest taki syf, bo nie jesteś jedyny, który jest taki krótkowzroczny.





    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz