"Władza imponuje tylko małym ludziom, którzy jej pragną by nadrobić swą małość. Człowiek naprawdę wielki, nawet gdy włada, jest sługą " kard. Stefan Wyszyński

wtorek, 11 września 2012

Czy zadłużanie się jest dobre?

     Nie raz, nie dwa słyszało się z ust polityków, że zadłużanie się jest potrzebne, aby państwo mogło funkcjonować, albo, że kredyty są niezbędne, ponieważ państwo ma zbyt wiele zobowiązań względem obywateli a że aparat państwowy nie daje rady na te potrzeby ściągnąć z podatków to nie ma innego wyjścia jak kredyt (szkoda, że nie wspominają, dlaczego podatki nie starczają na zobowiązania? Przecież żaden obywatel nie domaga się Jaguara :) ).
W związku z taką sytuacją, przez dziesiątki lat, życie na kredy stawało się modne, a już w dzisiejszych czasach to normalność i nikomu a już na pewno obywatelom Polski ciągłe zadłużanie się nie przeszkadza, przecież sami mają kredyty i "jakoś leci". Ale wróćmy do meritum... Jak wygląda zadłużanie miasta/państwa na przykładzie zwykłej, standardowej rodziny?

     Jacek jest głową czteroosobowej rodziny, której nie powodzi się źle, ale też nie są bogaczami. Łączny miesięczny dochód to 3,200zł brutto. Czynsz z całymi opłatami 3 pokojowe mieszkanie spółdzielcze (woda, gaz, prąd), telefony, Internet - 1,400zł (może trochę nagiąłem, ale nie istotne) zostaje mu 1800zł na to, aby się wyżywić przez cały miesiąc, ubrać, a przecież jest człowiekiem i też czasami chce zażyć jakiejś przyjemności - pójść do kina, wesołego miasteczka czy gdziekolwiek. Przyjmijmy, że na jedzenie wydaje miesięcznie 700zł (cztery osoby), do tego dochodzą środki czystości - proszki, płyny i cała reszta - 500zł - zostaje mu 600zł. Przyjmijmy, że 300zł pochłania jego samochód - dajmy tańszą opcję - ma samochód na gaz :).
Pozostaje 300zł na to, aby zażyć jakiejś rozrywki, kupić dzieciom jakieś zabawki, zagwarantować im jako takie dzieciństwo albo ewentualnie zabrać je gdzieś na wycieczkę w góry, albo przyjmując że dzieci są starsze - dać im jakieś kieszonkowe - przyjmijmy - po 80zł czyli 160zł.
Zostaje 140zł, które idą na podział z żoną, która chce iść z koleżankami na kawę, a Jacek z kolegami na piwo...


     Tak naprawdę te dane nie są istotne. Nie ważne czy są wiarygodne, czy nie - chodzi o przesłanie, które rozwinę poniżej...

    Jacek mając takie wydatki - i jakby nie było pozostaje mu 140zł do wolnej dyspozycji, które może odłożyć albo wykorzystać jak wspomniałem aby zażyć rozrywki, nagle decyduje się wziąć kredyt. Doszedł do wniosku razem z żoną, że potrzebują nowy samochód, bo stary już się rozlatuje. Bierze zatem samochód o wartości - 30.000zł na raty, które miesięcznie wynoszą 800zł a spłacać będzie je przez 48 miesięcy (na oprocentowanie pójdzie zatem ponad 8.000zł - cóż... takie uroki rat). Stary samochód sprzedał za 4.000zł więc uznajmy, że kwota ta zostanie w całości spożytkowana na potrzeby rat, więc przez 5 miesięcy wykorzystywać będzie kapitał zgromadzony na sprzedaży. Jednak co po 5 miesiącach?

     Reasumując: Rata miesięczna  - 800zł, kwota wolna, którą może zainwestować, rezygnując tym samym z rozrywek - 140zł. Brakuje 660zł.
     Co zatem zrobiłaby normalna rodzina? Cięcia i oszczędności. Np. mniejsze korzystanie z samochodu (choć kupując nowy, bez sensem korzystać mniej), uciąć z niepotrzebnych wydatków na jedzenie - gdyby się uprzeć i spiąć, szłoby znaleźć te brakujące 660zł w podstawowych wydatkach jak jedzenie, chemia, samochód czy telefon a nawet obniżając dzieciom kieszonkowe.

 
     Jak zatem wygląda rzeczywistość samorządów/państwa na przykładzie takiej rodziny?
Samorząd w takiej sytuacji, zamiast cięć, oszczędności bierze kolejny kredyt na kolejne zachcianki, zadłużając się jeszcze bardziej. Przyjmijmy zatem, że Jacek wziął już kredyt na samochód, spłaca raty, na które mu nie starcza, nie robi cięć i oszczędności i decyduje się na kolejny kredyt, tym razem na motocykl, kolejne raty, kolejne opłaty +600zł do puli rat.
Jeżeli na przykładzie Jacka nadal działalibyśmy jak samorząd, to po kredycie na samochód i motocykl, przyszedłby czas na kolejny kredyt, tym razem na nowy dom... I tak w kółko...

     Jakie los czeka taką nadmiernie zadłużającą się rodzinę? Ulica? Przytułek?

     Każdy kredyt, ktoś musi spłacić, sam zadłużający, jego rodzina, dzieci czy w najgorszym przypadku wnuki. Jeżeli ktoś nie myśli o tym w tych kategoriach, jest zwykłym ignorantem i zwykłym oszustem, który funduje swoim wyborcom tu i teraz "wyborczą kiełbasę", zadłużając następne pokolenia. Przecież ktoś po nas będzie tutaj żył, prawda?

    Nie dajcie się zwieść tłumaczeniom, że zadłużanie do jakiegoś tam poziomu jest dobre, bo to zwykłe kłamstwa. Żadne zadłużenie nie jest dobre a każdy rozsądny wie, że nie powinno wydawać się więcej niż gwarantują przychody. Jeżeli wydatki są większe niż przychody, robi się wszystko aby to zrównać. A wszelkie inwestycje, których rentowność jest pod dużym znakiem zapytania, należy finansować z NADWYŻEK, o ile polityka prowadzona jest w taki sposób, że te nadwyżki są. Ryzyko drogiej inwestycji, której rentowność jest niepewna to jak szykowanie sobie samemu szubienicy, na której zawiśnie całe społeczeństwo lokalne, których pieniądze zostały wykorzystane w danym działaniu.

    Na Waszych oczach upada system socjalny, upada życie na kredyt, przykłady macie w Grecji, Hiszpanii czy w słonecznej Italii. To tylko kwestia czasu, kiedy i na nas przyjdzie pora, bo skończą się źródła kredytów, a pożyczać w nieskończoność jest przecież nierealne. Kiedyś bańka musi pęknąć, oby skutki nie były takie, jak w Niemczech w roku 1939, których wizja bankructwa zmusiła do wywołania wojny, bo niestety jest to jedyna droga aby "zresetować" liczniki zadłużenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz