Mam na myśli na przykład obnoszenie się ze swoją religijnością publicznie, chwaląc się na każdym kroku regularnym uczestnictwem we Mszy świętej, obnoszenie się ze swoim patriotyzmem, głosząc wszem i wobec w jaki sposób, co i jak robiło się aby pokazać ludziom, iż się jest lepszym człowiekiem/Polakiem/Katolikiem od innych.
Wczoraj, miałem okazję przeczytać krótką wypowiedź wiceprezydenta Henryka Ptasznika
(http://www.forum.jacekguzy.pl/?1-wrzesnia,193), który opisuje w jaki to cudowny sposób, elita polityczna Siemianowic Śląskich upamiętniała dzień pierwszego września.
Oczywiście nie mogło zabraknąć odniesień do osób związanych z inicjatywą referendalną. Odniosłem nawet wrażenie, że zostało to zredagowane celowo - właśnie po to, aby ukazać "lepszość" między jednymi (w tym przypadku klasy politycznej) a drugimi (osobami odpowiedzialnymi za sprawy referendalne).
Pan prezydent Henryk Ptasznik zasugerował (a przynajmniej tak to wyglądało) jakoby jedynym słusznym upamiętnianiem tego dnia, było złożenie kwiatów tam gdzie oni, a najlepiej razem z nimi, bo jeżeli ktoś - co jest przecież prywatną sprawą - robił to inaczej - to znaczy, że jest gorszy od tych, którzy robili to publicznie, w obecności nie tylko aparatów fotograficznych, ale także mieszkańców.
Uważam, że to, w jaki sposób człowiek podchodzi do kwestii związanych z patriotyzmem czy to w jaki sposób, człowiek pochodzi do kwestii chociażby religijności - jest prywatną sprawą każdego człowieka.
A atakowanie jednych - w tym przypadku przeciwników politycznych - odnosząc się do takich wartości jak patriotyzm, gdzie celem nadrzędnym jest pokazanie swojej "lepszości" w tym aspekcie jest zdecydowanie nie na miejscu.
Być może ci ludzie (osoby od referendum) mają inne pomysły na świętowanie. To tak jak z koncertem Madonny. Jedno wolą świętować Niepodległość słuchając Madonny, a inny iść w Marszu Niepodległości organizowanym w Warszawie. Kto zatem jest lepszy?
Być może także, ci, którzy świętują w domu, są lepszymi ludźmi od tych, którzy świętują na ulicy składając kwiaty pod pomnikami.
Pan prezydent Ptasznik napisał:
W przypadku naszych politycznych elit jest chyba odwrotnie. Gdy są flesze - są działacze, gdy trzeba na co dzień pomagać ludziom i działać dla dobra mieszkańców - nikogo nie ma a nawet jeśli się do kogoś trafi to nie kwapią się działaniem albo nikt nie pamięta o tych, którzy potrzebują pomocy tu i teraz (np. pani Edyta) lub nie pamiętają o obietnicach, natomiast gdy ma się pojawić aparat a dodatkowo pojawia się w kalendarzu rocznica ważnego wydarzenia co przyniesie szansę na pokazanie się ludowi-elektoratowi-wyborcom - działacze polityczni pamiętają o wszystkim, nawet o tym, co było 80 lat temu, zamieniają się w największych patriotów w Polsce, albo robią z siebie współczesne Matki Teresy.Natomiast jestem zdziwiony absencją na uroczystościach osób, które mienią się obrońcami uciśnionych. Trudno było doszukać się „działaczy” na rzecz obrony lokatorów mieszkań pohutniczych, czy też osób niepełnosprawnych. Zapewne gdyby w ten dzień była telewizja, ci ludzie nie omieszkałyby złożyć kwiatów, ku czci obrońców naszej Ojczyzny, ale skoro nie było fleszy - to nie było powodu by przychodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz