![]() |
| źródło:http://gonbolszewika.pl/ |
Komunizm upadł już prawie 23 lata temu, ale nadal pozostawił
po sobie wiele reliktów funkcjonujących po dziś dzień w przestrzeni
publicznej. Wydaje mi się, że od samego
początku należało dać jednoznaczny i stanowczy sygnał, że Polacy NIENAWIDZILI
tamtego systemu tak samo jak przedstawicieli tamtego ustroju - zarówno tych
bezpośrednio działających na ziemiach Polski jak i tych, którzy siedzieli w
Moskwie. Pisząc o reliktach mam na myśli – nie tylko starych działaczy
partyjnych, agentów moskiewskich, bezpieczniaków, tajnych współpracowników,
milicjantów, urzędników wysokiego szczebla, prokuratorów czy sędziów, którzy
„często gęsto” po dziś dzień pełnią służbę publiczną. Dajmy na ten przykład
Ministra Cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska, który w PRL
funkcjonował jako TW „ZNAK”, a przynajmniej sugerują i wskazują
na to dokumenty udostępnione przez Instytut Pamięci Narodowej. Warto także
wspomnieć Leszka Millera, który przecież był w „mrocznych czasach” w Komitecie
Centralnym – w jednym rzędzie z gen. Jaruzelskim i gen.Kiszczakiem, którzy to przecież
mają „krew na rękach”. Aleksander Kwaśniewski, który był szkolony w
najlepszych, moskiewskich ośrodkach dla agentów a w „Wolnej Polsce” naród
wybrał go na Prezydenta RP.
Wielu „starych” funkcjonariuszy policji, którzy kariery zaczynali w latach ’80 po dziś dzień pracuje w policji. To samo sędziowie, prokuratorzy i wielu działaczy samorządowych. Można byłoby mnożyć przykładów, ale akurat z tym problemem – brakiem jednoznacznego wyeliminowania z życia publicznego wszystkich, którzy służyli radzieckiemu okupantowi – nic już nie da się zrobić. Była szansa od razu na początku lat ’90 dokonać pełnej, sprawiedliwej lustracji. Agentura jednak skutecznie powstrzymała proces zainicjowany przez ministrów i posłów z obozu politycznego ówczesnego premiera Jana Olszewskiego.
Wielu „starych” funkcjonariuszy policji, którzy kariery zaczynali w latach ’80 po dziś dzień pracuje w policji. To samo sędziowie, prokuratorzy i wielu działaczy samorządowych. Można byłoby mnożyć przykładów, ale akurat z tym problemem – brakiem jednoznacznego wyeliminowania z życia publicznego wszystkich, którzy służyli radzieckiemu okupantowi – nic już nie da się zrobić. Była szansa od razu na początku lat ’90 dokonać pełnej, sprawiedliwej lustracji. Agentura jednak skutecznie powstrzymała proces zainicjowany przez ministrów i posłów z obozu politycznego ówczesnego premiera Jana Olszewskiego.
Jest jednak coś, co nadal przypomina tamte czasy a nikomu nie spieszno aby nawet tym problemem zająć się do porządku. Mowa o nazwach ulic,
których patronami się ikony komunizmu, zbrodniarze, zdrajcy i szpicle. Wiele
miast ma z tym problem – po dziś dzień – na skutek wieloletniego
przyzwyczajenia takie ulice jak Świerczewskiego czy Berlinga istnieją do dziś…
Dlaczego?
Bardzo mnie martwi i dziwi fakt, że żaden obóz polityczny, który
rządził w naszym mieście nie robił, zdecydowanych kroków aby choć w tym
aspekcie – dając jednoznaczny sygnał – „pogonił z pomnika bolszewika”, jak głosi hasło akcji stowarzyszenia KoLiber.
Czy gdyby była ulica Himmlera – również nikt nie robiłby nic, aby zmienić jej nazwę? Czy gdyby była ulica Rudolf Hessa– również nie
byłoby woli aby nadać innego patrona?
Czym różni się zatem Karol Świerczewski – morderca komunistyczny, kat i oprawca AK-owców - od morderców nazistowskich? Najbardziej żałosne i śmieszne w tym wszystkim nie jest to, że te ulice nadal noszą nazwy takich ludzi jak Świerczewski - ale to, że samorządy (każdy kolejny) zawsze w takich kwestia tłumaczy się wysokimi kosztami, jaki proces zmiany patrona pochłonie a przecież pieniądze w takiej istotnej sprawie nie powinny mieć ŻADNEGO znaczenia! … Słabo wyedukowane społeczeństwo może nie wie kim był Świerczewski, ale nie wydaje mi się, żeby ludzie patrzyli na koszta wymiany dokumentu czy pieczątki, gdyby patronem ulicy był Stalin albo Hans Frank... choć w dzisiejszych czasach gdy społeczeństwo jest co raz słabiej edukowane i zajmowane innymi problemami np. jak przetrwać miesiąc i wyżywić rodzinę - różnie może być.
Czym różni się zatem Karol Świerczewski – morderca komunistyczny, kat i oprawca AK-owców - od morderców nazistowskich? Najbardziej żałosne i śmieszne w tym wszystkim nie jest to, że te ulice nadal noszą nazwy takich ludzi jak Świerczewski - ale to, że samorządy (każdy kolejny) zawsze w takich kwestia tłumaczy się wysokimi kosztami, jaki proces zmiany patrona pochłonie a przecież pieniądze w takiej istotnej sprawie nie powinny mieć ŻADNEGO znaczenia! … Słabo wyedukowane społeczeństwo może nie wie kim był Świerczewski, ale nie wydaje mi się, żeby ludzie patrzyli na koszta wymiany dokumentu czy pieczątki, gdyby patronem ulicy był Stalin albo Hans Frank... choć w dzisiejszych czasach gdy społeczeństwo jest co raz słabiej edukowane i zajmowane innymi problemami np. jak przetrwać miesiąc i wyżywić rodzinę - różnie może być.
Przeglądając listę ulic w Siemianowicach Śląskich, można zadać sobie
pytanie patrząc na niektóre z nich – Czy komunizm rzeczywiście skończył się w
1989 roku?
Świerczewski – komunistyczny działacz, kat i morderca wielu
Polaków – patron GŁÓWNEJ ulicy. Henryk Rutkowski – komunistyczny zbrodniarz.
Hanka Sawicka – działaczka komunistyczna dążąca do tego, aby Polska była republiką
ZSRR a nie wolnym, niepodległym krajem.
Są również takie ulice jak 27 stycznia czy 1 maja – daty,
które przecież nawiązują do wydarzeń, które raczej symbolizowały wydarzenia
istotne dla Komunistów… I wiele innych, których patron budzi kontrowersję.
Niedawno doszedł jeszcze ten odsłaniający się napis, który widać z okien siemianowickiego Ratusza – PZPR… Do dziś nikomu nie spieszno go czym prędzej zdrapać aby nigdy więcej nie groziło jego odsłonięcie. Nikogo to nie razi? A gdyby pisało tam NSDAP?
Niedawno doszedł jeszcze ten odsłaniający się napis, który widać z okien siemianowickiego Ratusza – PZPR… Do dziś nikomu nie spieszno go czym prędzej zdrapać aby nigdy więcej nie groziło jego odsłonięcie. Nikogo to nie razi? A gdyby pisało tam NSDAP?
Być może niektórym nie było po drodze rozstawać się z PRL i
żałują, że kraj przeszedł transformację toteż dla nich takie ulice albo napis
przypominają stare, dobre czasy? (w co szczerze wątpię, ale dotychczasowe działania - a raczej ich brak nasuwa takie przypuszczenia).
Ktoś mądry powiedział kiedyś - Naród, który nie zna swojej historii, skazany jest na jej powtórzenie. Nawet taki gest jak zmiany nazwy ulic, które przecież jednoznacznie nawiązują i kojarzą się z tamtymi, okropnymi czasami - jest niezbędny. Żałowanie na takie coś pieniędzy jest przejawem albo totalnej niewiedzy historycznej albo ukrytymi sympatiami politycznymi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz