"Władza imponuje tylko małym ludziom, którzy jej pragną by nadrobić swą małość. Człowiek naprawdę wielki, nawet gdy włada, jest sługą " kard. Stefan Wyszyński

wtorek, 2 kwietnia 2013

Czy należy prywatyzować szpital miejski w Siemianowicach Śląskich?


Od przeszło tygodnia słychać głosy, jakoby siemianowicki szpital miejski miał zostać sprywatyzowany. Można powiedzieć, iż jest to w końcu jedna z pierwszych decyzji, którą w pełni popieram, ponieważ nie ma nic lepszego dla instytucji – szczególnie tak istotnej jak dbającej
o zdrowie obywateli – jak odebranie jej ze szponów sektora państwowego i oddanie go w ręce prywatne. Praktycznie od zawsze wiadomo – obserwując rynek i gospodarkę – że to co prywatne funkcjonuje dużo lepiej niż to co państwowe.
Aż chciałoby się powiedzieć – szkoda, że władza centralna (rząd) nie zadecyduje (wzorem naszych lokalnych włodarzy) o całkowitej prywatyzacji służby zdrowia i rozbiciu tej przeżerającej pieniądze obywateli, nieudolnej i ułomnej instytucji jaką jest Narodowy Fundusz Zdrowia. Mawia się w pewnych kręgach politycznych - szczególnie na lewicy i ogólnie wśród całej obecnej klasy politycznej, iż prywatyzacja służby zdrowia doprowadzi do sytuacji, w której ludzie umierać będą na ulicach (szczególnie ci biedni) jest to mit i bajka propagowana przez ludzi, którym zależy aby taki moloch i monopol finansowany przez nas wszystkich utrzymywać, bo na tym zbijają swój kapitał prywatny i budują majątek. Bo przy np. milionowych przetargach - a nawet miliardowych - jak ktoś podprowadzi przy okazji kilkaset tysięcy czy kilka milionów więcej do prywatnej kieszeni - nikt się nawet nie zorientuje.

Czekanie w kolejkach do specjalisty nawet pół roku (ja na wizytę u neurologa czekam już od lutego 2013 roku – termin mam na sierpień 2013), czekanie po kilka lat na zabieg/operację (miałem przyjemność niedawno rozmawiać z człowiekiem, który na endoprotezę biodra czeka od października 2011 roku – termin ma na początek maja 2013), przepełnione szpitale i co raz więcej przykładów podawanych przede wszystkim w mediach, że ktoś ZNOWU zmarł z powodu nie przyjęcia na oddział, że ktoś ZNOWU zmarł bo lekarz uznał, że nie trzeba hospitalizować podając jedynie witaminy/tabletki przeciwbólowe, że ktoś ZNOWU zmarł, bo nie było dostępnej karetki, albo karetka nie została wysłana w ogóle, ponieważ dyspozytor robiąc wstępne rozeznanie uznał, że jest ona nie potrzebna, że ktoś ZNOWU zmarł, ponieważ – ABSURD – trzeba było czekać na karetkę, która oddalona była od szpitala 70km tylko po to, aby przewieźć pacjenta z jednego oddziału na drugi (niecałe 200 metrów), albo że lekarz ODMAWIA operacji/zabiegu tylko dlatego, że pacjent jest już
w podeszłym wieku i boi się o to, iż gdy coś pójdzie nie po myśli - zostaną zepsute statystyki szpitala co zmniejszy dotację NFZ… Czy to jest normalne? NIE!

Czy przepełnione każdego dnia przychodnie, gdzie od wczesnych godzin rannych ustawiają się
w kolejkach emeryci/renciści/ludzie pracujący – czekający na wizyty u lekarzy – to spełnienie oczekiwań tych wszystkich potrzebujących akurat wizyty, którzy przez całe życie w podatkach odkładali na leczenie?
Jak to jest, że trzeba czekać miesiącami w kolejce do specjalisty, jakby każdego dnia czekało na tę samą wizytę do tego samego lekarza ponad 100 różnych osób?
Jaki jest sens płacić składki na służbę zdrowia skoro co raz więcej ludzi decyduje się już na prywatne konsultacje, prywatne wizyty i często prywatnie załatwia z lekarzem ewentualny termin zabiegu/operacji a także, co widać – co raz więcej budowanych lub przekształcanych w prywatne jest klinik, z których korzysta co raz więcej chorych?.
Ilu z Was zna ludzi, którzy praktycznie nie chorują w ogóle – lub jeśli już chorują to w sposób nie wymagający specjalistycznych konsultacji i leczenia – odkładając przy tym po 300zł miesięcznie na Fundusz Zdrowia, natomiast gdy przyjdzie co do czego, zmuszeni są zderzyć się z tą smutną rzeczywistością i czekać… czekać… czekać. Chyba, że załatwią wszystko prywatnie.
Jak to jest, że w zaciszach gabinetów ministra prowadzone są rozmowy komu udzieli się pomocy, bądź komu odmówi się zgody na wykup/podawanie specjalistycznych leków na raka?
Dlaczego zewsząd trąbi się jakoby służba zdrowia miała kryzys, nie było pieniędzy na opłacenie lekarzy, pielęgniarek, szpitale popadały w co raz większe zadłużenia, likwidowało się oddziały w szpitalach ze względów ekonomicznych – jednocześnie co rusz słysząc o podwyżkach dla urzędników ZUS/NFZ, oddaniu do użytku nowej siedziby-pałacu, w którym zostanie stworzony oddział ZUS/NFZ, że ZUS/NFZ zakupił ponad 200 000 litrów paliwa do swoich służbowych limuzyn, że szefowie ZUS/NFZ organizują wyjazd integracyjny dla pracowników wyższego szczebla gdzieś na Karaibach… 

Można mieć wiele zastrzeżeń co do tego, jak tak naprawdę wyglądać będzie służba zdrowia, jakość usług medycznych, ceny usług medycznych po prywatyzacji, natomiast uważam, że nie można się obawiać samego faktu prywatyzacji szpitala. To nie prywatyzacja a monopol państwowy  w postaci NFZ jest twórcą całego bagna i bałaganu, bo to oni rozdają pieniądze. To właśnie dlatego szpitale są przepełnione, ponieważ nikomu – żadnemu ordynatorowi/właścicielowi/dyrektorowi zarządzającemu szpitala nie opłaca się przyjmować ludzi np. na dwudniowe badania wymagające leżenia w szpitalu. Takich ludzi – aby NFZ zwrócił szpitalowi koszta hospitalizacji – kładzie się na minimum tydzień przez co ludzie rzeczywiście potrzebujący łóżka i leczenia szpitalnego – są wożeni z placówki do placówki – ewentualnie kładzie się ich na leżance gdzieś w korytarzu, albo w przepełnionej sali chorych. To właśnie dlatego czekamy po kilka miesięcy na wizytę lub kilka lat na zabieg, bo pieniądze na rok 2013 kończą się szpitalom już w marcu/kwietniu (rok trwa przecież 12 miesięcy a nie 4) i ludzie automatycznie zapisywani są na rok kolejny. Ta sytuacja generuje też fakt zadłużania się szpitali na wiele milionów, bo złodziejski NFZ wnikliwie analizuje i nie za wszystko szpilom oddaje - przez co szpitale na pozostałą część roku muszą skądś mieć pieniądze - więc zaciągają kredyty.

Patrząc na to, jak w tym kraju funkcjonuje prywatny sektor weterynaryjny – uważam, że w wielu aspektach lepiej traktowane są w Polsce zwierzęta. Dzięki Bogu jeszcze nikt nie wpadł na kretyński pomysł zrównaniu jakości usług medycznych dla zwierząt z jakością usług medycznych dla ludzi
i nie stworzył - w imię solidarności zwierzęcej - Śląskiej Kasy Chorych Psów, Narodowego Funduszu Leczenia Kotów czy Krów, na którą składaliby się wszyscy właściciele zwierząt w Polsce. Nie wyobrażam sobie stać w kolejce ze swoim pupilem od rana na konsultację a potem czekać parę miesięcy na badanie np. USG, które obecnie wykonywane jest na miejscu i wszystko wiadomo po kilkunastu minutach a nie płacimy także prawie 1000 zł jak rzekomo straszą nas przeciwnicy prywatyzacji służby zdrowia. Według nich prosta konsultacja z lekarzem albo nawet zwykła morfologia będzie nas kosztować grube setki złotych co jest oczywiście wierutną bzdurą wyssaną z socjalistycznego palca.

Jeżeli siemianowicki szpital również zostałby sprywatyzowany po to, aby poprawić jakość usług, aby przekazany został w ręce ludzi, którzy nie dopuszczą do dalszego zadłużania się szpitala, aby funkcjonował on na tyle poprawienie, aby jakość usług była dużo lepsza niż w innych szpitalach miast ościennych co pomogłoby im zyskać także wielu pacjentów z innych rejonów - mimo nadal istniejącego NFZ (a przykłady pokazują, iż da się stworzyć porządną prywatną klinikę/przychodnię/szpital - jakie znajdują się w Chorzowie, Katowicach czy nawet w Siemianowicach). Gdyby został oddany w ręce ludzi, którzy nie dopuszczą do ewentualnej sytuacji, w której ktoś nie zostanie przyjęty, czy spędzi 8 godzin w poczekalni albo nie zostanie do niego wysłana karetka. Jeżeli trafi w ręce ludzi, którzy będą zwiększać zakres możliwości leczenia i świadczonych usług, unowocześniać będą zarówno sprzęt i dostosowywać szpital do wymagań i standardów europejskich – naprawdę nie ma się czego obawiać.

Gorzej jednak – jak donoszą plotki – iż prywatyzacja szpitala w Siemianowicach ma być dokonana tylko, po to aby szpital zlikwidować. Jeżeli tak jest rzeczywiście – a na razie wszystko wskazuje na to, iż Władza coś szykuje, bo wszelkie rozmowy odbywają się w tajemnicy przed mieszkańcami – za zamkniętymi drzwiami gabinetów – trzeba być czujnym i trzymać rękę na pulsie.

PRYWATYZACJA W CELU POPRAWY DZIAŁANIA SZPITALA. PODWYŻSZENIA I POLEPSZENIA JAKOŚCI USŁUG – JAK NAJBARDZIEJ TAK!

JEŚLI NATOMIAST CHODZI TYLKO O TO, ABY TO WSZYSTKO SPRZEDAĆ I POZBYĆ SIĘ PROBLEMU I ABY ŁATAĆ DZIURĘ BUDŻETOWĄ POWSTAŁĄ NA SKUTEK MARNEGO ZARZĄDZANIA - UWAŻAJMY, BO CI LUDZIE ZROBIĄ WSZYSTKO - NAWET TEN SZPITAL ZLIKWIDUJĄ - BYLE "HAJS SIĘ ZGADZAŁ" I MOŻNA BYŁO DALEJ LUDZI MAMIĆ SUKCESAMI I ZBĘDNYMI, PRZEPŁACONYMI INWESTYCJAMI.



2 komentarze:

  1. Co prawda, to prawda... W styczniu, kiedy dostałem skierowanie od okulisty na zabieg, pojechałem się zapisać do cudotwórczej kliniki okulistycznej w Katowicach na ul. Ceglanej. Termin na marzec! Byłem zaskoczony. Przyjechałem 2 godziny przed zabiegiem, tak jak kazano, zarejestrowałem się, po czym okazało się, że zabiegu mieć w danym dniu nie będę miał... Dlaczego? Ponieważ w skrzydle, gdzie takie zabiegi są przeprowadzane jest obecnie remont (czyt. jeden pracownik mieszał farbę). Dlatego skierowano mnie na konsultacje, na których pani doktor powiedziała mi, że muszę jeszcze iść na kolejne konsultacje. Tym razem do pani docent. Termin? początek października 2013... Ta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że prywatyzacja szpitala to jest dobry ruch, ponieważ NFZ albo nie ma kasy i ma Cie w ... głęboko, albo dasz kopertę to badania będą na czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałem podobną sytuację w pewnym Szpitalu - nazwy w razie czego nie wymienię, ale to nie Siemianowice :). Co prawda dotyczyła faktu opisanego powyżej - przetrzymywanie pacjentów skierowanych na badania. Miałem do wykonania kilka rutynowych badań, które w normalnych warunkach mozna było wykonać maksymalnie w trzy dni. Punkcja, USG, EKG, EMG i parę innych. Okazało się, iż zatrzymano mnie na tydzień, bo stwierdzono, iż nie zwróci się im kasa z NFZ za mnie i będą stratni... W 4 dni mojego pobytu (czyli można powiedzieć pierwszym zbędnym-przetrzymanym) zaczęto zwozić ludzi z udarami, po wylewach i z wypadków. Wszystkich kładziono na korytarzach albo do już pełnych sal. Szok. Gdy wyjeżdżałem już do domu szpital wyglądał tak jak na filmach wojennych punkt medyczny. Wszędzie ludzie...

      Usuń